O autorze
Młody pasjonat dziennikarstwa. Interesuję się polityką, prawem, nowoczesnymi mediami i ich wpływem na społeczeństwo. Od wielu lat działam w bardzo szybko rozwijającym się środowisku tzw. e-sportu. Mój blog będzie poświęcony przede wszystkim kwestiom społecznym oraz oddziaływaniu nowych mediów na ludzi.

Czy w sieci widzimy to, co chcemy?

Co wiedzą o nas strony internetowe i jak to wykorzystują?
Co wiedzą o nas strony internetowe i jak to wykorzystują? http://pando.com/
Większości z nas wydaje się, że jeżeli wyszukamy frazę w Google lub sprawdzimy aktualności na Facebooku, to zobaczymy to, co chcemy zobaczyć i zapoznamy się z pełnymi informacjami na dany temat. Ku zdziwieniu wielu osób, proces selekcjonowania informacji do wyświetlenia jest ściśle określony algorytmami, które wykorzystują informacje, o których nawet nie przypuszczalibyśmy, że są istotne.

Eli Pariser na swoim wykładzie podczas wydarzenia TED Talks (wykłady prowadzone przez ochotników na bardzo szeroki wachlarz tematów) przywołał sytuację, w której poprosił dwóch swoich znajomych o wpisanie w Google słowa „Egipt”. Ich wyniki wyszukiwania znacznie różniły się od siebie. Jednemu z nich algorytmy Google zaproponowały szereg stron oferujących wakacje w tym kraju, drugiemu zaś ukazały się informacje o protestach czy kryzysie w 2011 roku.



Tu możesz obejrzeć ten wykład



Wyszukiwarka Google przy szukaniu dla nas zestawu stron na dany temat bierze pod uwagę nie tylko wpisaną frazę, ale również około 57 innych sygnałów. Zaczynając od pozornie nieważnych, jak rozdzielczość ekranu, kończąc na historii przeglądarki czy lokalizacji. Każdy z nich może mieć wpływ na wyniki naszego wyszukiwania. Takie praktyki stosują również wyszukiwarki biletów lotniczych – za pomocą plików cookie sprawdzają specyfikacje naszego systemu, co pozwala im np. wyświetlić nieco wyższe ceny biletów użytkownikom komputerów Apple czy rezydentom Dubaju.

Jakie rzeczy są brane pod uwagę przy naszych wyszukiwaniach i jaki wpływ mają na wyniki:

- Rozdzielczość ekranu – wartość, która wydaje nam się zestawieniem dwóch liczb, które nie mają większego znaczenia. Oficjalnie służą do natychmiastowego dopasowania strony do naszego wyświetlacza lub uruchomienia wersji dla urządzeń mobilnych. W praktyce nawet te dane są w stanie dostarczyć cząstkową ilość informacji o nas, np. osoby posiadające monitory nowej generacji (4K) są prawdopodobnie bogatsze od osób używających matryc FullHD, które jest obecnie standardem.

- Lokalizacja – bardzo ważny czynnik. Od miejsca, w którym się znajdujemy, może zależeć wiele decyzji robota Google dopasowującego wyniki wyszukiwania. Nie chodzi tu tylko o majętność kraju, ale również lokalne problemy, takie jak protesty czy konflikty zbrojne.

- Rodzaj i specyfikacja komputera – tak jak pisałem wcześniej, użytkownicy droższych urządzeń są potencjalnie traktowani jako bogatsi, przez co można zaproponować im droższe usługi.

- Prędkość internetu i typ połączenia – tak jak pisałem wyżej, posiadacze szybszego połączenia są prawdopodobnie bardziej majętni.

- Historia przeglądarki i wyszukiwania – zbierane informacje pozwalają zdefiniować zainteresowania i preferencje osoby wyszukującej. Mój osobisty przykład: wyszukałem w Google frazę „Warszawa”, jako trzeci wynik pojawiła mi się strona internetowa Legii Warszawa, którą wcześniej wielokrotnie odwiedzałem. Dla porównania, mojemu znajomemu z innego miasta ukazały się bardziej „standardowe” wyniki, takie jak strony z informacjami o mieście.

Poza wymienionymi przeze mnie, na wyniki wyszukiwania ma wpływ multum innych czynników, takich jak chociażby stan naszego konta w Google Wallet, ilość godzin spędzanych dziennie w sieci czy nawet rodzaj przeglądarki.

Personalizacja wyświetlanej treści nie ma miejsca wyłącznie w wyszukiwarkach. Prawie każdy z nas ma z tym procesem styczność przy przeglądaniu aktualności na Facebooku. Na stronie głównej wyświetla nam się mieszanka aktualizacji naszych znajomych (zdjęć, wydarzeń z życia) i postów publikowanych przez strony firm. Co decyduje jednak o tym, że spośród naszych 400 znajomych i 200 polubionych stron widzimy około 20 z nich? Facebook monitoruje naszą aktywność wewnętrzną, tzn. czyje posty najchętniej komentujemy czy lajkujemy. Duże znaczenie ma również to, w czyje linki klikamy, automatycznie definiuje nasze zainteresowania.

Osobiście nie jestem zwolennikiem formacji nacjonalistycznych, takich jak Ruch Narodowy, jednak przez moje częste komentowanie i otwieranie linków z ich postów jestem zasypywany aktualnościami właśnie z tych środowisk. W pewnym sensie oszukałem algorytmy Facebooka, gdyż ten pokazuje mi treści, którymi jestem potencjalnie zainteresowany, jednak od dłuższego czasu nie wciągają mnie treści publikowane przez fanpage Marszu Niepodległości. Ode mnie „Lubie To” otrzymała prawie każda partia polityczna, jednak rzadkością na mojej tablicy są posty Twojego Ruchu czy SLD, gdyż te posty najczęściej czytam i przewijam dalej, rzadko kiedy otwieram ich linki.

System dobierania treści Facebooka bada naszą aktywność, a następnie dobiera treści, które mają być dla nas najciekawsze. Brzmi to świetnie, w końcu oszczędzamy mnóstwo czasu, nie musząc przeglądać każdego ze 100 polubionych fanpage’ów w poszukiwaniu interesujących nas treści. Jednak czy sterowanie tym, co widzimy, w dodatku przez maszyny, nie jest przerażające? Aktualnie nie jest to dużym problemem, jednak już w tym momencie personalizacja wyświetlanej treści w wyszukiwarkach i na portalach jest wykorzystywany np. do celów komercyjnych – firmy mogą dokupić dodatkowy „zasięg” ich treści. Czy w obliczu kryzysu rządu portale będą pokazywać nam fałszywe informacje w celach propagandowych? Obyśmy się nigdy nie przekonali...

Ciekawe jest to, że tzw. „filter bubble” na portalach nie jest widoczny gołym okiem. Jeżeli nie zagłębimy się w tym temacie, to nie będziemy świadomi tego, jak bardzo jest kontrolowane to, co widzimy.

W pewnym sensie możemy powiedzieć, że internet staje się staromodną prasą. Kiedyś redaktorzy decydowali o tym, co przeczytamy w gazecie podczas śniadania. Dziś jednak rolę tę pełnią w pełni zautomatyzowane systemy, które pozbawione są takich rzeczy, jak chociażby ludzka etyka. Internet powoli traci na niezależności, którą na początku wyróżniał się spośród innych mediów. Najważniejsza jest jednak świadomość tego, że nie zawsze widzimy to, co chcemy, lub to, co powinniśmy zobaczyć.
Trwa ładowanie komentarzy...