O autorze
Młody pasjonat dziennikarstwa. Interesuję się polityką, prawem, nowoczesnymi mediami i ich wpływem na społeczeństwo. Od wielu lat działam w bardzo szybko rozwijającym się środowisku tzw. e-sportu. Mój blog będzie poświęcony przede wszystkim kwestiom społecznym oraz oddziaływaniu nowych mediów na ludzi.

Szumlewicz: obecny system opiera się na nienawiści do ludzi biednych [WYWIAD]

Piotr Szumlewicz, ekspert OPZZ, publicysta i bezpartyjny kandydat Zjednoczonej Lewicy z listy warszawskiej wypowiedział się na bieżące, nurtujące nas tematy. W naszej rozmowie skupiliśmy się też na jego pomysłach dotyczących systemu podatkowego, budzącego niemałe kontrowersje. Zapraszamy do lektury.

W środowisku internautów jest Pan często kojarzony z pewnymi charakterystycznymi wypowiedziami, np. o znoszeniu ubóstwa ustawą. Dlaczego posuwa się Pan do tak dosłownych i prostych w znaczeniu propozycji, które bardzo łatwo nadinterpretować?



Akurat wypowiedź o ubóstwie dobrze pokazuje różnice między postępową lewicą i liberalną gospodarczo prawicą. Uważam, że walka z ubóstwem to jedno z najważniejszych zadań demokratycznego państwa. Każdy rozwinięty kraj walczy z ubóstwem ustawowo i wiele państw, na czele ze skandynawskimi, osiąga w tej walce sukcesy. Co do formy komunikacji - Facebook, a tym bardziej Twitter skracają przekaz, opierają się na ostrych, krótkich frazach.

"Znoszenie ubóstwa ustawą" to jednak świetny punkt wyjścia do dyskusji - o tym czy w demokratycznym kraju mamy się godzić na to, że prawie 3 mln ludzi żyje poniżej granicy skrajnego ubóstwa. Mojej zgody na to nie ma.

Ostre i dosłowne komunikaty lepiej oddziaływają na odbiorcę? Wielu prawicowych ludzi odebrało argument o zniesieniu ubóstwa bardzo dosłownie, co przyczyniło się do Pana negatywnego wizerunku w sieci.

Jestem ekspertem OPZZ i na co dzień zajmuję się przygotowywaniem stanowisk, tekstów, merytorycznych analiz. Ale walka polityczna ma miejsce na wielu frontach. To smutne, ale kwestie ubóstwa czy bezrobocia w mediach rzadko są przedmiotem zainteresowania. Trzeba bardzo ostro się o nich wypowiadać, aby sprowokować dyskusję.

Co do wizerunku, w ostatnich tygodniach setki młodych ludzi o liberalnych gospodarczo poglądach zasypuje mnie pytaniami. Z satysfakcją zauważam, że pytania są na nieco wyższym poziomie niż rok temu. Myślę, że duża część moich krytyków to młodzi ludzie, którzy wkrótce będą wspierać postępową lewicę. Nie trzeba wielkiego wyrafinowania intelektualnego, aby wiedzieć, że nierówności społeczne, umowy śmieciowe, liberalizacja Kodeksu Pracy - szkodzą większości społeczeństwa, a młodym ludziom najbardziej.

A czy Pana propozycja w sprawie 85% podatku dla najbogatszych to nie był krok za daleko? Wprowadzony przez rząd Hollande'a najwyższy próg podatkowy wynoszący 75% okazał się totalnym niewypałem. Znanego aktora Gérarda Depardieu zmusił do emigracji podatkowej do Rosji...

W ciągu roku budżet francuski pozyskał ponad 2 mld zł z podatku 75%, który objął bardzo wąskie grono ludzi. Jako minister finansów nie pogardziłbym taką kwotą. Hollande wycofał się z tego rozwiązania pod wpływem nacisków wielkiego kapitału - uzasadnienia społeczno-ekonomicznego nie było.
Jeśli chodzi o Depardieu, nie zmieniałbym ordynacji podatkowej ze względu na decyzję jednego czy dwóch ludzi. Gdyby bogaczom tak łatwo było uciekać z krajów rozwiniętych, to wszyscy płaciliby podatki w biednych krajach afrykańskich, albo w Rumunii czy na Ukrainie - te kraje mają bardzo niski PIT. Tak się jednak nie dzieje. Najwyższe podatki obowiązują w rozwiniętych krajach zachodnich i tam też jest najwyższa ściągalność obciążeń fiskalnych.

Odnoszę wrażenie, że nienawidzi pan bogatych ludzi.

Jestem demokratą i zwolennikiem mniejszych nierówności dochodowych. Czy progresywne podatki to wyraz nienawiści? Czy solidarność społeczna to walka z bogatymi? Czy jeżeli prezes spółki notowanej na giełdzie będzie zarabiał 400 tys. zł rocznie, a nie 800 tys. zł to stanie się coś strasznego? To nie ja nienawidzę ludzi bogatych, tylko obecny system opiera się na zinstytucjonalizowanej nienawiści do ludzi biednych.

Jednak 400 tys. to nie 800. Oddawanie połowy dochodów nie brzmi dobrze…

W społeczeństwach bardziej egalitarnych wszystkim żyje się lepiej. Politycy różnych opcji uwielbiają mówić o narodzie, wspólnocie, solidarności. Tymczasem co łączy bezrobotnego bez prawa do zasiłku i celebrytę, który zarabia za jedną sesję reklamową kilkaset tysięcy złotych? Dla mnie bardzo źle brzmią horrendalne nierówności dochodowe. Uważam, że to dobre rozwiązanie, aby prezes spółki miał zarabiać o połowę mniej, zaś w zamian jego pracownicy otrzymaliby podwyżkę. Stąd mój pomysł, aby w każdym przedsiębiorstwie wprowadzić granice możliwego rozwarstwienia - 1 do 8 czy 1 do 10. Na przykład jeżeli prezes zarabiałby 40 tys. zł miesięcznie, to musiałby płacić swojemu ochroniarzowi albo sekretarce 4-5 tys. zł. Jak chciałby więcej, musiałby podnieść płace pracownikom. To system sprawiedliwy i zarazem motywacyjny. Wszak zyski firmy wytwarza nie tylko pracodawca, ale też jego pracownicy.



A co właściwie charakteryzuje współczesną lewicę? Jak skontrować określanie jej jako organ dążący do rozdawania pieniędzy bogatych innym?

Współczesna lewica, a z pewnością ta, którą chcę reprezentować w Sejmie, to mniejsze nierówności, bardziej stabilne zatrudnienie, większa partycypacja obywateli w życiu społecznym. Z mojej perspektywy nie ma wyabstrahowanych bogatych, którym państwo zabiera pieniądze. Wszak bogactwo buduje się w społeczeństwie i dzięki niemu. Żaden bogacz nie zbudowałby swojego majątku bez państwa i społeczeństwa, w którym żyje. Demokracja to system, w którym chodzi o dobro wszystkich obywateli. Dlatego jestem zwolennikiem systemowej walki z ubóstwem, odśmieciowienia rynku pracy, zmniejszenia nierówności dochodowych i majątkowych, uniwersalnych świadczeń społecznych, branżowych układów zbiorowych. Współczesną lewicę charakteryzuje więc troska o to, aby wszystkim żyło się lepiej - a nie tylko elitom biznesu.

Co jest aktualnie zagrożeniem dla Zjednoczonej Lewicy? Ryszard Petru? A może Kukiz?

Zagrożeniem jest konserwatywna obyczajowo i liberalna gospodarczo prawica, która niestety w ostatnich latach zdominowała życie społeczne w Polsce - tak politykę, jak i edukację czy media. Zjednoczona Lewica, a szczególnie jej związkowa frakcja, którą reprezentuję, stanowi alternatywę wobec polityki ostatnich lat. Petru, Kukiz, Kopacz czy Kaczyński nie są więc dla nas zagrożeniem - oni są raczej zagrożeniem dla społeczeństwa. Natomiast martwi mnie wiara części pracowników, że PiS będzie prowadził politykę wyższych płac i bardziej stabilnego zatrudnienia. W polityce społeczno-ekonomicznej partia Kaczyńskiego wcale nie różni się od rządu - tak samo schlebia pracodawcom, chce obniżki podatków dla firm i zmniejszenia skali kontroli przedsiębiorców. Jedyną alternatywą wobec status quo są postępowi kandydaci związków zawodowych, którzy startują z list Zjednoczonej Lewicy.

Jakie ugrupowanie Pana zdaniem najlepiej rządziłoby Polską, gdyby lewicy nie udało się wejść do rządu czy parlamentu?

Związkowi kandydaci i tak będą forsować swoje propozycje ustaw - nie będąc w parlamencie udało nam się chociażby ograniczyć umowy na czas określony. Natomiast parlament bez lewicy to bardzo ponura wizja dla Polski. Mamy tutaj dwa dość przerażające scenariusze: Koalicja ksenofobów skupiona wokół PiS oraz koalicja antypracownicza skupiona wokół PO. Z ostatnich deklaracji wynika też, że dwie rzekomo "antysystemowe" partie, czyli Kukiz 15 i KORWiN chętnie dogadają się z każdym, aby wejść do rządu. Wygląda na to, że grozi nam scenariusz władzy podobnej do obecnej, tylko podlanej ksenofobicznym sosem KORWIN-a i Kukiza albo skrajnie antypracowniczym sosem Petru. Trudno mi ocenić, który ze scenariuszy byłby najlepszy. Myślę, że z perspektywy lewicy byłoby najlepiej, gdyby powstała wielka koalicja PO-PiS, po rządach której lewica wygrałaby wybory.

Jak Europa powinna zażegnać kryzys imigracyjny?

Tzw. "kryzys migracyjny" niestety został bardzo mocno wyolbrzymiony przez polskie media i prawicę. Warto przypomnieć, że w bieżącym roku do UE przybyło niewiele więcej uchodźców niż w ubiegłym. Kiedy przyjechało do nas prawie 100 tys. Czeczenów, prawie nikt o tym nie mówił. Teraz jest olbrzymi problem z kilkoma tysiącami ludzi. Docelowo oczywiście chodzi o stabilizację sytuacji w Syrii, Iraku, Afganistanie. Obecny chaos stanowi w znacznej mierze pokłosie nieodpowiedzialnej polityki amerykańskiej ostatnich lat. Interwencje zbrojne w Iraku i Afganistanie i silne zaangażowanie w Libii czy Syrii doprowadziło do destabilizacji całego regionu i wzmocnienia środowisk fundamentalistycznych. Amerykanie najwyraźniej nie odrobili lekcji Bin Ladena, którego sami uzbroili. Jeśli zaś chodzi o politykę migracyjną, potrzeba całościowej strategii integracji osób, które uciekły z regionów objętych wojną i solidarności w skali całej Unii Europejskiej.

Co według Pana jest głównym czynnikiem hamującym legalizację marihuany w Polsce, mimo wielu oczywistych zalet?

Głupota i niewiedza polityków. Może też przywiązanie do alkoholu jako jedynej bliskiej wielu przedstawicielom elit substancji odurzającej. Restrykcyjne prawo narkotykowe jest irracjonalne i szkodliwe społecznie. Uderza też głównie w biednych. Biznesmen może bezpiecznie kupić większą ilość kokainy i nikt się do niego nie przyczepi, a młody człowiek z osiedla może trafić do więzienia za jednego skręta. To prawo powinno być natychmiast zmienione.


Na koniec - najciekawsze wspomnienie związane z zaczepkami korwinistów?

Mógłbym napisać o jednym wspomnieniu, ale można też tę farsę zostawić.

Śmiało.

Kiedyś pewna młoda osoba ze środowisk korwinowskich ostro mnie zaatakowała z libertariańskich pozycji. Po chwili jednak nieoczekiwanie wyznała, że tak naprawdę chciałaby systemu, w którym wszyscy mieszkańcy kraju co kilka lat losują, jaki zawód mają wykonywać. Mam wrażenie, że dużą część korwinistów jednak nie odnajduje się w prymitywnych poglądach od lat głoszonych przez ich wodza. Poszukują czegoś więcej i dlatego tak lubią ze mną rozmawiać. Tym bardziej liczę więc na ich poparcie w wyborach. :)
Trwa ładowanie komentarzy...